Lubomir


Share the joy
  •  
  •  
  •  
  •  
  •   

Lubomir na majówkę

W weekend majowy udało się nam „sprzedać” nasze Gnomisie. Wybraliśmy się oczywiście w góry celem zdobycia kolejnego szczytu zaliczanego do KGP.  Jako bazę wypadową wybraliśmy miejscowość Szczawnica.

szczawnica

Szczawnica

Z noclegiem były spore kłopoty. Przez dwa dni telefonowaliśmy do właścicieli kwater prywatnych i próbowaliśmy znaleźć coś wolnego.
W ostatniej chwili udało się nam zarezerwować pokój przy samym wjeździe do Szczawnicy. Na samym początku nie byliśmy zadowoleni z miejscówki. Przeglądając mapę nie wyglądała za ciekawie. Odległość od centrum również na mapie wyglądała nieciekawie. Dalsze poszukiwania nie przyniosły efektu więc kwatera pozostała.

Wyruszyliśmy wcześnie rano. Nasz plan dnia był napięty i ambitny – po drodze zdobyć Lubomir i tego samego dnia wejść na kolejny szczyt KGP. Droga jak na weekend majowy nie była zakorkowana więc podróżowało się całkiem szybko. Jedyny kłopot pojawił się za Krakowem. Na szczęście nie kierowaliśmy się na Zakopane i znaczna część korka została przez nas ominięta.

Na miejscu byliśmy około godziny 11. W Pcimiu ku naszemu zdziwieniu nie była oznakowania informującego jak kierować się do Schroniska na Kudłacze, czy na sam Lubomir. Podczas naszych wyjazdów okaże się, że nie jest to przypadłość tylko Pcimia ale większości naszych miast. Praktycznie zmarnowaliśmy około godziny, aby odnaleźć drogę prowadzącą do schroniska. Mieszkańcy w większości przypadków nie okazali się pomocni – jak to się mówi cudze chwalicie, a swego nie znacie.

Droga na szczyt jest przyjemna.

Bez większych problemów pokonuje się całą trasę do schroniska jak i na sam szczyt. Schronisko z zewnątrz robi dobre wrażenie. Więcej nie jesteśmy w stanie powiedzieć.  Z uwagi na pośpiech nie weszliśmy do środka . Sam szlak nie należy do widokowych. Praktycznie całą trasę pokonujemy w lesie. Na samym szczycie znajduje się obserwatorium astronomiczne. Szczyt zdobywamy dość szybko. Spotykamy samotnego turystę, który podjął się zdobycia samotnie małego szlaku beskidzkiego. Po wymianie wrażeń oraz zrobieniu kliku fotek wyruszyliśmy w drogę powrotną.

Dalsza droga samochodem zajęła nam więcej czasu niż sądziliśmy. Na miejscu byliśmy w godzinach popołudniowych. Próba zdobycia Turbacza tego samego dnia nie udała się. Ryzyko poruszania się po zmroku było dla mnie nie do zaakceptowania. Był to nasz drugi wypad w góry w ramach naszego projektu i nie czułem się na siłach. Po burzliwej dyskusji o dalszych planach wyruszaliśmy do Szczawnicy. Kwaterę znaleźliśmy szybko bez większych problemów. Już od progu przywitała nas gospodyni. Miła atmosfera, przyjazne otoczenie. Dostaliśmy przestronny pokój. W pokoju ciepło i przytulnie. Wystrój pokoju, to oczywiście rzecz gustu ale naszym zdaniem na pierwszym miejscu jest czystość i dostęp do łazienki i kuchni. Na tej kwaterze wszystko mieliśmy zapewnione. Sama kwatera umiejscowiona jest na początku Szczawnicy. Ale z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że jest to jej plus. Z balkonu mieliśmy widok na Dunajec oraz na Trzy Korony. Wieczorem szum rzeki – bezcenne. Droga do centrum też nie była problemem. Koło domu rozpoczyna się piękny deptak który prowadzi do centrum.

Podstawowe informacje odnośnie kwatery

Rodzaj obiektu Kwatera prywatna
Adres ul. Główna 139, Szczawnica 34-460
Telefon (018) 262 26 10
Telefon komórkowy 784 791 819
Cennik Można się dogadać

 

 

Share the joy
  •  
  •  
  •  
  •  
  •   

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *