Karkonosze – Śnieżne Kotły 4 komentarze

Karkonosze 022 - Kopia

Share the joy
  •  
  •  
  •  
  •  

Karkonosze zimowo

Karkonosze to piękny zakątek naszego kraju. Tak latem, jak i zimą góry te oblegane są przez turystów. Tym razem, mimo zimowej aury, i my postanowiliśmy naszą ekipą wybrać się w ten piękny obszar, aby odwiedzić Śnieżne Kotły.

Karkonosze

Stacja przekaźnikowa

Nasz wypad zaplanowany był już od dłuższego czasu. Każdego dnia śledziliśmy pogodę, aby odpowiednio się przygotować do wyjazdu. Zgodnie z zapowiedziami spodziewać się mieliśmy typowo zimowych warunków. Kto mógł, wyposażył się w raki oraz ubranie odpowiednie do zapowiadanych warunków. Ruszyliśmy w piątek z rana. Pierwszym naszym celem tego dnia było dojechanie do punktu zbornego, aby spotkać się z resztą ekipy.

Droga do Szklarskiej minęła nam sprawnie. Na miejscu przywitała nas niespodziewanie dobra aura. Ruszyliśmy na szlak. Plan na ten dzień był prosty – dojście przed zmrokiem do Schroniska Pod Łabskim Szczytem.

Dotarliśmy do schroniska przed zmierzchem. Pogoda zaczęła się już zmieniać. Wyglądało na to, że tym razem zapowiedzi pogodowe dla Karkonoszy miały się zrealizować. W schronisku spotkaliśmy paczkę znajomych, którzy również tego dnia zaplanowali tu nocleg. Z rodzinnej wyprawy trochę inaczej zapamiętałem to miejsce. Schronisko było wówczas pełne ludzi, nie było nawet gdzie usiąść. Tym razem wyglądało to zupełnie inaczej. Cisza, spokój. Naprawdę klimatycznie. Usiedliśmy do kolacji. Wieczór minął nam na rozmowach i sączeniu piwa. Za oknem oglądaliśmy Armagedon zapowiadający, co czeka nas jutro na szlaku.

Obszar

Trasa

Poranek zaczęliśmy do śniadania i kawy. Za oknem… świeciło piękne słońce, co zdecydowanie nie pasowało do wieczornego widowiska. Karkonosze tym razem zaskoczyły nas pozytywnie. Posileni ruszyliśmy na szlak. Przed nami było podejście od schroniska do czerwonego szlaku. Trasa rano została już wstępnie przetarta. Śniegu było jednak sporo, często zapadaliśmy się nawet po kolana. Humory nam mimo wszystko dopisywały, tym bardziej że pogoda dostarczała pięknych widoków. Chodzenie po takim śniegu to jednak inna bajka niż wędrowanie latem. Nasza ekipa podzieliła się na dwie grupy. Każdy musiał iść swoim tempem. Doszliśmy do czerwonego szlaku. Pogoda była wymarzona. Na ten dzień zdecydowanie pogodynka nie trafiła ze swoimi prognozami. Na szlaku spotykaliśmy narciarzy i innych piechurów. W oddali widać było Śnieżne Kotły. Złapaliśmy oddech i ruszyliśmy dalej w drogę.

Karkonosze i Śnieżne Kotły to piękne doznania widokowe zimą. Lepiej nie mogliśmy chyba trafić. Doszliśmy do celu naszej wyprawy. Jest moc. Pora na zdjęcia, posiłek i łapanie słonecznych promieni. Co jakiś czas poziom chmur się podnosił i zalewało nas chmurowe mleko. Po południu pogoda zaczęła się zmieniać. Ruszyliśmy w drogę do kolejnego schroniska – Schronisko na Hali Szrenickiej.

Tym razem na miejscu nie było już tak kameralnie. Bliskość wyciągu na Szrenicy oraz impreza narciarska spowodowały, że ten rejon Karkonoszy był pełny turystów. Wieczorem zrobiło się luźniej. Spędziliśmy ten czas znów na rozmowach i sączeniu piwa. Każdy czuł w nogach przebyte w śniegu kilometry.

Poranek, jak to zazwyczaj bywa na trasie, zaczęliśmy od jajecznicy i kawy. Następnie zebraliśmy się do wyjścia i ruszyliśmy w drogę na dół. Pogoda nie była już tak łaskawa. Zachmurzenie i padający śnieg zaprezentowały nieznany nam zimowy klimat Karkonoszy. Na parking prowadził nas czerwony szlak. Minęliśmy po drodze Schronisko Kamieńczyk wraz ze słynnym wodospadem.

Po dotarciu na miejsce w głowie nadal kłębią się obrazy dnia wczorajszego. Nie chce się wracać do rzeczywistości. Cóż… rodzina czeka, czas jechać.

Follow my blog with Bloglovin


Share the joy
  •  
  •  
  •  
  •  
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

4 komentarzy do “Karkonosze – Śnieżne Kotły

  • Adam Klimczak

    Zimą te rejony kojarzą mi się ze śnieżycą i wiatrem zwalającym z nóg. Ewentualnie z mrozem na -15 stopni i potrzebą noszenia kaleson pod spodniami.
    Jednakże pogoda lubi się tam zmieniać dynamicznie, raz wieje na Śnieżce, a potem z Równi już eligancki widok na wszystko dookoła.
    Na zdjęciach nie widzę raków. Nie były potrzebne?

     
    • konrad.was Autor wpisu

      Nie, raki nie były potrzebne. Oblodzenia występowały tylko miejscami a tak to nogi dobrze wchodziły w pokrywę śnieżną. Małe raczki przydały się tylko przy zejściu do schroniska Kamieńczyk. Czym niżej tym pojawiały się większe już roztopu a co za tym idzie robiło się ślisko